| Strona domowa |
![]() |
Rodziny Gosiewskich |
Autor: Jakub Brodacki
Prawa autorskie do wersji elektronicznej (c) by Marcin Gosiewski. Poniższy
tekst jest fragmentem książki przygotowywanej przez Jakuba Brodackiego.
„Niech co chcą mówią o Moskwie, w tych grecka
wiara”-czytamy w anonimowym piśmie politycznym z połowy XVII wieku.
„Grecką wiarą” określano niesłowność, niedotrzymywanie zobowiązań
i traktatów międzynarodowych. Moskale już wtedy byli znani z nieustannych
renegocjacji i wprowadzania jednostronnych zmian do kompromisowych postanowień.
Natomiast po stronie polskiej dawało się zauważyć różne postawy: od uległości
w stosunku do nawet daleko idących żądań aż po genetyczną nieufność. Nie
da się ukryć, że ta druga postawa przynosiła lepsze efekty.
Pierwsza
połowa panowania Władysława IV upływała pod znakiem starej, zygmuntowskiej
jeszcze, elity władzy, której przedstawiciele najlepsze lata swojej kariery spędzili
na odpychaniu Moskwy od Dniepru i obronie odzyskanych terytoriów. Niechętnie
odnosili się do wszelkich prób zacieśnienia wzajemnych stosunków. Gra toczyła
się to to, by uniemożliwić królowi, najdłużej jak się da, sojusz z carem,
stworzyć nieprzekraczalne przeszkody. Stary Aleksander Gosiewski wojewoda smoleński,
ongi zdobywca Moskwy, znakomicie znał historię dyplomacji moskiewskiej,
dostrzegał jej ciągłość na przestrzeni dwustu lat, miał długotrwały staż
dyplomatyczny i doświadczenia negocjacyjne: to do niego zwracano się o poradę
przed wyruszeniem kolejnego poselstwa. Gosiewski obawiał się, że polityka ustępstw
grozi utratą nie tylko miast, zamków i włości ale także prestiżu międzynarodowego,
z takim trudem obronionego w wojnie smoleńskiej 1634 roku. Zdawał sobie sprawę,
że najlepsze lata życia ma już za sobą, że władztwo Rzeczypospolitej nad
zadnieprzańskimi terytoriami nie jest dostatecznie utwierdzone. Jest wielce
prawdopodobne, że niedługo przed śmiercią to on właśnie przyczynił się
do powstania plotki, która o mało nie doprowadziła do wojny w 1645 roku.
A
było to tak: w 1638 roku mieszana komisja dokonywała rozgraniczenia między
oboma państwami na odcinku między Newlem a Wielkimi Łukami. Działający we
współpracy z Gosiewskim komisarz Hieronim Ciechanowicz doprowadził do
zerwania tej komisji, z powodu bezczelnych żądań terytorialnych strony
moskiewskiej. O ile jednak w Moskwie najlepszym środkiem nacisku na obywatela
był knut, o tyle w Rzeczypospolitej preparowano paszkwile, które – w społeczeństwie
tak czułym na głos opinii publicznej – powodowały zwykle znaczne szkody
moralne. Ktoś w ulotnym piśmie oskarżył polskich komisarzy o zwykłe
chamstwo w kontaktach z ich moskiewskimi odpowiednikami i o chęć sprowokowania
wojny. Mimochodem dodawał także, że wojewoda smoleński przesłuchiwał dwóch
sprzedawczyków z Moskwy, gdzie nastroje podobno były antycesarskie i
propolskie. Ci mieli mu powiedzieć o chodzącej po Moskwie plotce, że gdzieś
w Polsce żyje w ukryciu carewicz Fiodor syn Iwana Groźnego (Hoduna). Podobno
bojarzy mówili między sobą: „jeżelibyśmy onego nie naleźli, toby nam
przyszło inszego pana prosić, króla polskiego, a to gwoli takowym jako w jego
państwach są wolnościom”.
Umieszczenie
Gosiewskiego w kontekście samozwańca (w przeszłości było ich wielu!) nie
jest przypadkiem ale wyraźną sugestią: oto ten podstępny „praktykant”
Gosiewski znowu coś knuje, znowu chce Rzeczpospolitą wciągnąć do wojny.
Pewnie rozpuścił plotkę, że Władysław IV nieszczerze zrezygnował z tytułu
cara i że nadal pożąda tronu w Moskwie. Patrzcie: komisja newelska zerwana,
na pewno z winy Gosiewskiego!
Jak
było naprawdę pewnie się już nie dowiemy, bo wojewoda smoleński zmarł w
maju 1639 roku i jeśli coś szykował, to planu przeprowadzić nie zdążył.
Ale zwykła plotka przerodziła się w fakt medialny. Zaniepokojony tym car
Michał rozsyłał po Polsce szpiegów, tropiąc samozwańca, czy raczej jego
chimerę. Pewien stuknbięty pop, nie wiedzieć przez kogo poduszczony,
rozpowszechniał mit o tym, jakoby „polska” caryca Maria Mniszchówna
a żona Dymitra Samozwańca ukryła syna zaraz po porodzie. Przy chcie wypiętnowano
carewiczowi na ramieniu krzyż i jakieś litery, które „dostrzeżono”
rzekomo dopiero w roku 1632, w samborskiej łaźni. By mit jeszcze bardziej
uwiarygodnić i ułożyć w zdyscyplinowany ciąg przyczynowo-skutkowy, głoszono,
że samozwaniec zaprzyjaźnił się z przebywającym na polskim dworze zbiegiem:
synowcem chana Mahomet-Gireja. Tak, tak, to przebrzydłe i podstępne „korolewskoje
wieliczestwo”, Władysław IV, z pewnością hoduje w swoim zwierzyńcu całe
stada samozwańców różnych narodowości!
Tu
dodajmy, że w każdym micie jest też ziarno prawdy. Bo że jest to mit, nie
mamy wątpliwości. We wszystkich „dymitriadach” pojawia się stały
motyw nieprawdziwie umarłego syna carskiego. Już gnostycy wierzyli w to, że
Chrystus umarł na krzyżu tylko pozornie i dlatego żyje, a pamiętajmy o tym,
że car to nie byle kto: pierwszy po Bogu, uosobienie całego chrześcijaństwa
w jego najprawdziwszej (prawosławnej) postaci. Nas jednak interesuje
historyczna osnowa mitu. Otóż w szeregach zaciężnych, które wraz z Dymitrem
Samozwańcem i wojewodą Mniszchem poszły ongi na Moskwę, znajdował się
polski szlachcic Dymitr Łuba, który wraz z żoną Maryną zginął w Moskwie
podczas rozruchów. Jego syn sierota Jan znalazł się pod opieką słynnego Lwa
Sapiehy kanclerza litewskiego – nota bene mentora politycznej kariery
Gosiewskiego. Sapieha żartem nazywał Łubę Dymitrowiczem, co słysząc pospólstwo
wnioskowało, że Łuba jest tajemniczym synem Maryny Mniszchówny. Tenże
sierota stał się zaczynem mitogenetycznych drożdży, które zalęgły się w
głowie szalonego popa.
W
1644 roku posłowie moskiewscy Puszkin, Wołoszeninow i Lwow zażądali śledztwa.
Twierdzili, że podczas poprzedniej wizyty ktoś straszył posłów moskiewskich,
iż jeśli granica nie zostanie wytyczona po myśli polskiej, podjęta zostanie
sprawa samozwańca, który wkroczy do Moskwy na czele kozaków. Tak się nieszczęśloiwie
złożyło, że w tym roku obecni w stolicy senatorowie byli bez wyjątku
stronnikami Władysława IV. Byli to: Adrzej Szołdrski biskup poznańki, Kacper
Denhoff wojewoda sieradzki, Jakub Sobieski wojewoda ruski (ojciec króla Jana
III), Jerzy Ossoliński kanclerz wielki koronny, Adam Kazanowski marszałek
nadworny koronny, Mikołaj Abramowicz wojewoda mścisławski i Tomasz Sapieha
wojewoda nowogrodzki. Senatorowie ci, zamiast wyśmiać żądanie śledztwa,
potraktowali sprawę poważnie. Sprowadzili do Warszawy rzekomego samozwańca
Jana, zaczęli badać jego znaki szczególne i przekonywali posłów
moskiewskich, że Rzeczpospolita jest niewinna. Posłowie moskiewscy domagali się
coraz to innych badań, a wszystko zaczęło przypominać typowo rosyjski przewód
sądowy, gdzie oskarżony jest już właściwie winny. Najgroźniejsze żądanie
– wydania Łuby w ręce carskie – na razie nie zostało spełnione
ale senatorowie zadeklarowali, że pod aresztem odeślą Łubę do Malborka,
gdzie będzie siedział 3-4 lata, lub ile car zechce, a potem zostanie księdzem
„i o niczem złem już nie pomyśli, a my na to damy wam stwierdzenie
listem i pieczęcią”...!
Żyjąc
w Polsce zanadto przywykliśmy już do tego rodzaju cudów, że zwycięskie państwo
zachowuje się jak przegrany; traktat ryski jest nieodległym tego przykładem,
a ostatnio pokorna zgoda na wejście Rosji do rady NATO – mimo że protest
Polski miałby moc wiążącą – powodują, że nic już nas nie dziwi.
Nie dość jednak na tym. Senatorowie zadeklarowali, że wyślą Łubę do
Moskwy pod opieką posłów Samuela Druckiego-Sokolińskiego i Gabriela
Stempkowskiego, by car mógł się sam przekonać o jego niewinności.
W
dyplomacji takie stanowisko jest odbierane jako słabość. Oświadczenie senatrów
było praiwe przyznaniem się do winy, a im gęściej i uczeniej zaprzeczano
istnieniu samozwańca, tym bardziej sprawa robiła się kłopotliwa. Aby
ostatecznie przekonać Moskali, należało dokonać jakichś ustępstw
terytorialnych. Uniwersałem z 28 września 1644 roku król i senatorowie
nakazali oddać Moskwie Trubeck – twierdzę na pograniczu putywelskim.
„Zapomniano” jednak przy tym, że wyznaczony poseł do Moskwy
– Samuel Drucki-Sokoliński – jest bliskim krewnym Heleny Wołodkiewiczowej
z domu Druckiej, 1-mo voto Trubeckiej, której syn – Jerzy Trubecki
sierota – jest oficjalnym dziedzicem Trubecka. Oddanie miasta uderzało więc
w czuły punkt polskiej pajęczyny powiązań rodzinnych i politycznych.
Z
czysto legalistycznego punktu widzenia, sprawa przedstawiała się niejasno.
Traktat Polanowski wymieniał Trubeck po stronie polskiej ale też ostateczną
regulację granic zlecał mieszanym komisjom. W 1638 roku Moskale posługiwali
się też własną sfałszowaną wersją traktatu, co tak bardzo wtedy oburzyło
komisarza Ciechanowicza. Okoliczności zaprzysiężenia traktatu przez cara
Michała również były co najmniej podejrzane. Patrząc więc z czysto
polskiego punktu widzenia: zdobyczne terytoria były własnością państwa i państwo
miało prawa nimi dysponować bez zgody aktualnych użytkowników. Trubeck nadał
kniaziowi Piotrowi Trubeckiemu król Zygmunt III w nagrodę za to, że w swoim
czasie przeszedł on na stronę królewicza Władysława podczas wyprawy po
koronę carów. Ale w czasach, kiedy kniaź był jeszcze poddanym moskiewskim,
Trubeck był jego własnością dziedziczną. Nie mało było też opuszczonych
ziem, które przedsiębiorczy ludzie zagarnęli już po zawarciu Pokoju
Polanowskiego. Trzymająca je szlachta kresowa uniemożliwiała oszacowanie tych
ziem przez państwo, głosiła, że są to po prostu dobra prywatne lub domagała
się oficjalnych nadań na własność dziedziczną. Był to kłopot nieco zbliżony
do kwestii dzierżaw wieczystych na Ziemiach Zachodnich Polski po II wojnie światowej.
Dziadek
macierzysty młodego Trubeckiego, Jan Drucki-Sokoliński marszałek orszański
rozpoczął szeroko zakrojone działania lobbystyczne na zbliżający się sejm
i ani myślał o oddaniu Trubecka. Samuel Drucki-Sokoliński do Moskwy nie
pojechał, więc Stempkowski pojechał sam. Czy łuba był z nim, tego do końca
nie wiadomo. Atmosfera w Moskwie była skądinąd bardzo nerwowa z powodu pobytu
królewicza duńskiego Waldemara, który bardzo chciał poślubić carównę
Irenę ale w żadnym razie nie chciał przejść z luteranizmu na prawosławie.
Car kazał Stempkowskiemu wydać Łubę jako warunek sine qua non rozmów.
Przestraszony poseł przesłał sejmowi butny list carski. Pisał w nim car, że
bez wydania samozwańca, „przebaczać nie ma komu ani kaźnić nie ma kogo”.
Gdy Łuba zostanie wydany, „wówczas dopiero postąpimy według prośby
waszej, jeśli to uznamy za właściwe”.
Posłowie
ziemscy na lutowy sejm 1645 roku zażądali unieważnienia decyzji o oddaniu
Trubecka, gdyż była podjęta bez wiedzy Rzeczypospolitej. Posłowie „kipieli
z gniewu”-pisał kanclerz Radziwiłł-„i jedni wręcz ponad
powszechną wolność słowa głosili, że ojczyzna została zdradzona, a inni
twierdzili, że została sprzedana za podarki”. 10 marca zelżyli biskupa
Szołdrskiego za to, że jako przewodniczący kolejnej komisji rozgraniczającej,
doprowadził do oddania Trubecka. Obrażony biskup zagroził pozwem sądowym.
Pytano więc: „czy można straszyć pozwem za wolny głos poselski?”.
Podobno nawet grożono mu śmiercią. Na pewno uchwalono, że ustalenia komisji
nie zostaną zatwierdzone. Chciano jeszcze raz potwierdzić traktat Polanowski
– ale nic z tego, dwór szedł „w zaparte”, król nie chciał
się na to zgodzić. Jak mówił potem Andrzej Leszczyński podkanclerzy koronny,
okręt Rzeczypospolitej biedził się „inter scyllas et charybdas [między
scyllami i charybdami] niesfornych animuszów”. Więc kiedy 27 marca o
trzeciej po południu posłowie zjawili się w senacie; brzęczały tylko muchy,
nikt nie wymówił ani słowa. Wrogość wzajemna i wobec króla były tak
powszechne, że mimo rozpaczliwych wysiłków marszałka Radziejowskiego, nikt
nie mógł dobyć z siebie choćby głosu. Ktoś szepnął cicho, by marszałek
pożegnał króla i ucałował jego rękę.
Wieść
o zerwaniu sejmu i odmowie zatwierdzenia oddania Trubecka, odebrano w Moskwie
jako akt wrogości. Ostentacyjnie gromadzono wojska, rzekami spuszczano armaty i
amunicję w stronę Trubecka. Na polecenie podkanclerzego Kazimierza Sapiehy
pojechał do Trubecka Krzysztof Ciechanowiecki sędzia ziemski mścisławski, by
mimo braku deklaracji sejmowej urzędowo oddać zamek Moskwie. Jego kolega Jan
Koniński (vel Kuniński) sędzia ziemski starodubski kategorycznie odmówił
udziału w tym procederze. Ciechanowieckiego nie wpuszczono do zamku, który
szykował się do obrony. Na miejscu był Piotr Parczewski biskup smoleński, który
bronił katolickiego kościoła trubeckiego i Jan Drucki-Sokoliński. Z początkiem
lipca Władysław IV oskarżył Sokolińskiego o chęć sprowokowania wojny.
Stempkowski napisał do Konińskiego z Moskwy rozpaczliwy list, że z powodu
Trubecka nie jest już w Moskwie posłem ale więżniem. Podobno sam kanclerz
Ossoliński wyprawił się do Trubecka, by przekonać zdesperowanych obrońców.
Tylko
dziwny zbieg okoliczności uchronił nas przed wojną, którą zresztą
Rzeczpospolita mogła śmiało wygrać. Kiedy na Litwie panowała już psychoza
wojenna i szykowano się do mobilizacji, w nocy z 12 na 13 lipca zmarł car
Michał. Nowy car Aleksy Michajłowicz oświadczył, że przed śmiercią ojciec
zalecił mu zachowanie nienaruszonej przyjaźni z Rzecząpospolitą. Prawie w
tym samym czasie do trubecka wtargnęła gwardia królewska na czele z Mikołajem
Abramowiczem i po kilku tygodniach wydano zamek Moskalom.
Nie
był to jednak koniec całej awantury. Pokrzywdzona rodzina pozwała Abramowicza
przed trybunał litewski. Od 1638 roku Smoleńszczyzna podlegała bowiem
jurysdykcji sądowej litewskiej. Deputaci trybunalscy, kierując się
prawdopodobnie tym, że prawo własności miał Trubecki wcześniej, niż
nadanie królewskie, uznał Abramowicza winnym nielegalnego zajazdu cudzej własności
i skazał go na banicję, konfiskatę i infamię. Że jednak egzekucja wyroków
trybunalskich należała na Litwie do króla, Abramowicz cieszył się wolnością,
a król w instrukcji na sejmiki oskarży potem Trybunał o uzurpację
jurysdykcji królewskiej, ponieważ w 1638 roku całkiem logicznie zastrzeżono
sądowi królewskiemu dochodzenie przywilejów królewskich.
W
marcu 1646 roku posłowie moskiewscy zażądali, by oddanie Trubecka zostało
zatwierdzone przez sejm w formie konstytucji (ustawy). „zwąchaliśmy, że
im to nasi natchnęli”-notował w swym diariuszu Radziwiłł.
W
kwietniu wyszło szydło z worka: król rozpoczął wielkie zaciągi na wojnę z
Turcją i Tatarami. Sojusz z Moskwą był potrzebny jak woda. Już w styczniu
wojska hetmana Potockiego próbowały nawiązać współpracę z wojskami
moskiewskimi w odpieraniu najazdu tatarskiego; tylko mróz i tajone ambicjhe
carskich dowódców uniemożliwiły Polakom udzielenie im pomocy. Zresztą na
wieść o przygotowaniach do wojny fala protestów przelała się przez całą
Rzeczpospolitą. W lipcu rada senatu zmusiła króla do zwołania
przedterminowego sejmu, który zebrał się ze schyłkiem października.
Niełatwy
to był sejm ale obu stronom zależało na tym, by doszedł do skutku. Przez 5
tygodni Litwini domagali się rekompensaty dla właścicieli Trubecka, tamowali
obrady. Stronnictwo dworskie wymyśliło łatwy sposób paraliżowania obrad:
rekompensata nie tylko dla właścicieli ale i dla Litwy. Jak wiadomo Litwa była
już wówczas tylko prowincją sądowniczą ale Litwini bardzo byli drażliwi na
punkcie swej domniemanej oddzielności i niezależności od Korony. Żądano, by
w zamian za utratę Trubecka przyłączono jakąś ziemię do Litwy. Po iście
orientalnych targach, posłowie „koronni” ustąpili Litwinom Łojów
i Lubecz nad Dnieprem. Zadowolony z kompromisu poseł Mikołaj Ostroróg
stwierdził, że wreszcie „przepłynęliśmy scyllę trubecką” (scylla
była mitologicznym potworem pożerającym żeglarzy) i przystąpiono do szturmu
na króla. Upokorzony władca zezwolił na obrady posłów i senatorów pod swoją
nieobecność. Był to pierwszy etap legalnego wypowiedzenia posłuszeństwa.
Drugiego nie było: władca zobowiązał się rozwiązać zaciągi. Uchwalono
tajną konstytucję o tym, że jeśli Trubeck kiedykolwiek wróci w granice
litewskie, Łojów i Lubecz mają powrócić do Prowincji Małopolskiej. Nie była
to głupia myśl: treść tajnej uchwały natychmiast przeciekła do wiadomości
opinii publicznej, co niesłychanie utrudniło królowi dalsze zabiegi o sojusz
z carem.
W
straszliwym bałaganie jaki panował pod koniec sejmu, pojawił się w izbie
poselskiej ksiądz referendarz Isajkowski, przynosząc od króla niewinnie brzmiący
projekt ustawy: O Łubie szlachcicu polskim. Nikt nie zwrócił na to
uwagi, posłowie konstytucji nawet nie rozpatrywali i prawdopodobnie została
wpisana do volumina legum już po sejmie, na tzw. Sesjach pieczętarskich.
A był to nielada jaki sandal: zakazano Łubie opuszczania terytorium
Rzeczypospolitej, co było naruszeniem fundamentalnych praw obywatelskich. Więc
pod dyktando Moskwy, chyłkiem niejako, wprowadzono do ustroju niebezpieczny
precedens: możliwość ograniczenia wolności poruszania...
Słuchamy
tego z otwartymi ustami, a przecież tylko rok dzielił Rzeczpospolitą od
powstania Chmielnickiego, będącego dopiero prologiem wojny z Moskwą. A Łuba?
Wrócił bezpiecznie do Polski. Według jednych podań zginął w walkach z
kozakami. Według innych, jakiś samozwaniec Dymitr w czasach Jana Kazimierza
zmuszony był uciec do Rewla, potem do Rygi, wreszcie do Sztokholmu, a stamtąd
do Fryderyka III księcia na Gottorpie Holsztyńskiego. Ale Fryderyk był zadłużony
u cara na kilkaset tysięcy talarów. Agent kupców moskiewskich w Lubece
wynegocjował z księciem holsztyńskim, że zwróci mu kwit na pożyczoną sumę,
jeśli wyda Dymitra carowi. Bez wahania wsadzono samozwańca na okręt i wysłano
do Moskwy. Przekupiona niewiasta dowodziła, że jest jego matką. Dymitr mając
knebel na ustach, oczy i twarz od niej odwróciwszy patrzał w górę. Tego dnia
został ścięty, a ciało poćwiartowano.
W
1654 roku Moskwa wzięła pod opiekę kozaków i napadła Litwę. Straszny był
to najazd, a zdrada czaiła się wszędzie. W przeciągu niedługiego czasu większa
część Litwy wpadła w ręce carskie, a tysiące ludzi wywieziono na Sybir. W
1655 roku napadli Polskę Szwedzi, co trochę Moskali ostudziło. Dali Polakom
wytchnienie w zamian za obietnicę koronacji cara na króla polskiego. Przez ten
czas wojska polskie „odkuły” się na Szwedach. Przyszedł czas na
Moskali. Miesiąc po miesiącu Polacy i Litwini odzyskiwali miasto po mieście,
włość po włości. Na przełomie 1663/4 roku zagony litewskie docierały aż
pod samą Moskwę.
Ale
Smoleńska już nie odzyskano. Utracono też wszystkie zadnieprzańskie
terytoria. Bez przesady można powiedzieć, że był to finalny efekt polityki Władysława
IV i jego dworzan. Na rzecz sojuszu z Moskwą ponoszono ofiary niewspółmiernie
wysokie. Jeśli efektem takiej polityki jest utrata kilkudziesięciu miast,
miasteczek i ogromnych włości – „niech co chcą mówią o Moskwie,
w tych grecka wiara”.!
Przyzwoity
tekst historyczny nie może się obejść bez wypisów źródłowych, które dają
czytelnikowi wgląd w najważniejsze i najciekawsze dokumenty. Zwracam uwagę,
że Zwada PP Komissarzów... jest typowym paszkwilem, operującym faktami całkowicie
chimerycznymi, dzisiaj powiedzielibyśmy: „medialnymi”. Nie sposób
się z tego „artykułu prasowego” dowiedzieć, co się naprawdę
wydarzyło podczas komisji. Istotnym uzupełnieniem i komentarzem jest więc
jeden z czterech listów Hieronima Ciechanowicza sędziego ziemskiego smoleńskiego.
Pozostawał on pod intelektualnym wpływem Aleksandra Gosiewskiego wojewody
zmoleńskiego. W liście wspomina o tzw. Metryczce poselskiej, którą Gosiewski
wywiózł z Moskwy jako łup wojenny jeszcze w czasach Zygmunta III Wazy. Pisząc
o stosunkach polsko-moskiewskich i o nadmiernej uległości, najprawdopodobniej
ma na myśli czasy Aleksandra Jagiellończyka, kiedy to dyplomacja litewska
zachowywała się wyjątkowo nieporadnie i bez wyraźnego celu, skutkiem czego
utracono ogromne włości zadnieprzańskie[1],
które z takim trudem odzyskano (częściowo) za czasów Zygmunta III.
Przedrukowując Asekurację Panów Rad w sprawie Łuby nie możemy się
powstrzymać od zgrzytania zębami i pozostawimy rzecz bez komentarza,
nadmieniając tylko, że skróty oznaczone „[...]” dotyczą nużącej
tytulatury obu szanownych monarchów. We wszystkich dokumentach pozstawiono w
zasadzie oryginalną pisownię, zmieniając ją w sposób niekonsekwentny w ten
sposób, aby list był zrozumiały dla współczesnego Polaka.
Anno
1638 na kommissiey pod Newlem w rozgraniczeniu Moskwy z Litwą granic, stała się
zwada między Komissarzami z takiej okazyej. Jeden z komissarzów P[an] Kuniński[2]
obywatel W[ojewó]dztwa Połockiego, na pierwszym przywitaniu haniebnie począł
despektować Moskwę. Co gdy baczniejsi niż ten lichota postrzegli; tak nań
jako i moskiewscy Komissarze z obu stron, haniebnie strofując ganić mu to poczęli,
mając i jego i innych jako najprędzej nie do rozróżnienia ale do zgody. Jakoż
gdy ich uspokoili, a do przeproszenia z tym P[anem] Kunińskim przyszło, chcąc
aby sobie z obu stron tę winę odpuścili, którą Moskwa dosyć szczerze mimo
się puściła; ale znowu przez P[ana] Kunińskiego w tym jednaniu dosyć
brzydki despekt potkał w tym; iż on obłapiając się z starszym moskiewskim
Kommissarzem, onemu między oczy, i w gębę naplwał. Za czym Moskwa porwawszy
się powtóre do naszych, iuż tak potężnie z niemi się starli, iż naszych
między Komissarzami P. Józefa Klonowskiego stolnika Połockiego i P[ana] Rypińskiego
szlachcica także majętnego na śmierć srodze zamordowali. Inszych PP.
Komissarzów rzadko którego bez znacznie szkodliwego puścili szwanku: z
drobniejszych ludzi jako to z sług komissarskich blisko 40 osób na śmierć
pozabijali: w której niecnotliwej robocie i sami zostawszy ranni bardzo,
dopiero się obaczyli i z wielkim przez to żalem wrócili się do Moskwy: gdyż
iako dwóch potym przedawczyków do Jmci P. Gosiewskiego[3] W[ojewo]dy Smoleńskiego
przybywszy z Moskwy powiadali: Iż sam car moskiewski[4]
i wszyscy dumni bojarowie bardzo się [68v] tą robotą swych P[anów] Komissarzów
zatrwożyli gwoli temu że i rozruchów w rozerwaniu przymierza z państw
naszych bardzo się obawiają, i ludzi dosyć szczupło do usług rycerskich i w
obronę granic mają: gdyż jako ci przedawczykowie udawali, że dawnych w
komputach regestrów ledwo nie piętnastą wojska korrespondują częścią
przez srogie tyraństwo samych siebie w niewoli wygubienie; jako też przez częste
tureckie i tatarskie w ich państwach inkursye, a zwłaszcza w teraźniejszym
roku, dość z potężnemi po kilkakroć wojskami sobie alternatą wsiadali na
karki; czym się Moskwy tak dobrze przepleniło, że między ludźmi godnemi nie
mógł się w młodszych leciech naleść do rządu hetmańskiego nad kniazia
Lwowa[5],
który tu u nas był w poselstwie, dla poprzysiężenia przymierza, posłany.
Tenże Lwow gdy z rozkazania carskiego rządy na się przyjmował hetmańskie,
dość przykremi słowy, choć jemu bliski car jest pokrewny, następował na
cara, nieudolność z nieumiejętnością, przytym nieszczęście pod jego
panowaniem, na oczy mu wyrzucał, potrząsając tym „że nas P[an] Bóg za
to karać musi, żeśmy się podłego stanu i mało od godnego na tym tronie państwa
moskiewskiego posadzili. Dla czego nie wiem jeśli długo samych siebie chcąc
zatrzymać w całości, cierpieć będziemy ciebie na tym panowaniu”. Na
które słowa wielce się car obraziwszy, porwał się do niego, i brodę
wyszarpał temu starcowi; który swoją popędliwością ledwie się w sroższe
nie wdał niebespieczeństwo: bo jako ci przedawczykowie zapewne powiadają, że
już poczęto było brać się na gwałt do dzwonów, tylko duchowieństwo jako
sam patryarcha z wielką trudnością onych umitygował a potym wprzód Lwowu
ganiąc słowa takie, i carowi niemniej ganił tę skwapliwość do pomsty.
Inszych rzeczy wiele ci przedawczykowie pod przysięgą [69] na konfessatach
powiedzieli, jako też i to, jakoby znowu gdzieś w naszych państwach jakiś
Fedor caryk syn Hoduna onego, który przed zmyślonemi Dimitram[6]i,
i przed Szujskim[7] panował, znajduje się. O
którym caryku dziwnie znowu chce z wielką pilnością pytać się Moskwa, mówiąc
tak między sobą: Jeżelibyśmy onego nie naleźli, toby nam przyszło inszego
pana prosić Króla Polskiego[8],
a to gwoli takowym jako w jego państwach są wolnościom, które już teraz
Moskwie z wielu dostatecznych wiadomości bardzo smakują i często o nich miłe
dosyć miewają gadki. ?
Całe dwanaście niedziel, strawiliśmy te[g]o lata
około nieszczęsney, mogę rzecz, commissiey naszey z Moskwą. Zgryźli nam głowę
niezbożni ludzie przez tę pięć lat, a nic dobrego nie zrobili. Tak się
oparli, przy swoich niesłusznych, niesprawiedliwych y zdradzieckich
praetensiach żeśmy ich żadnemi ratiami, żadnemi documentami y nawiększą słusznością
poruszyć nie mogli. Koniecznie chcieli to mieć po nas, abyśmy nie tylko mimo
słuszność ale y mimo respons Jchm[ościów] P[anów] Senatorów ex
publico senatusconsulto posłowi ich dany Uświatską y Wieliżską granicę
teraźnieyszą poruszyli, a według dumy ich z nieladaiaką uymą
R[zeczy]p[ospoli]tej zawiedli, a od Newla pod Horodne, y śrzednie włości
gruntami Newelskimi y Połockiemi zewsząd obtoczone zawsze do Newla należące
y za ich samych dzieczenia odłączyli a do Łuk przyłączyli. My zaś nie ważyliśmy
się te[g]o postępować cze[g]o im senat w responsie swoim bronił ale te oglądaliśmy
się y na przysięgę naszę którąśmy na to uczynili, żeśmy granice
prawdziwie zyskiwać mieli y co do które[g]o zamku z dawna należało przywracać.
Jednak ukazawszy im wiele razy iawną ich zdradę y podstępek a naszę prawdziwą
granicę, ważyliśmy się, y nad słuszność, dla pokoiu y końca tey piącioletniey
roboty naszey postępować im gruntów Newelskich ale y na tem przestać nie
chcieli. Widząc taki ich upór pisaliśmy po dwakroć do Kr[óla] Je[g]o M[o]ści
y do W[ielce] m[nie] m[iłego] M[ości]i Pana prosząc o informatią pisał y
czekaliśmy informatiey do samych mrozów y śniegów ale że informatia nie
dochodziła, a oni nam po prostu mówili, y kilkakroć do nas pisali, że y zieżdżać
się z nami nie maią po co, ieśli im te[g]o czego się łotrowskie upominaią,
nie oddamy radzi nie radzi rzuciliśmy się do ostatnie[g]o sposobu y wiedliśmy
ich do te[g]o żeby albo na dalszy sposobnieyszy czas, albo po prostu do Ich m[ościów]
P[anów] Senatorów y swoich dumnych boiar iako [38v] w paktach dołożono, tę
sprawę odłożyli. Ale y na to żadnym sposobem zezwolić nie chcieli. Cóż było
począć z tak złośliwemi ludźmi, którzy y kończyć według słuszności y
rospisów dać nie chcieli ale się upornie roziechali, alboż na rozgraniczenie
od Korony czekaiąc albo na wytrwaną idąc. A to y sami widzą, y mówią niektórzy
privatim, że rzeczy niesłusznych
dochodzą. Mamy nadzieię, że to y sami porzucą, byle im przez Posłanika ich
nie potuszono. Knuta bardzo się boią nasi colegowie, y nic bez wiadomości z
stolice uczynić nie śmieią bo iuż pierwszy nasz colega kniaź Romodanowski z
knutów trzecie[g]o dnia umarł, iako sami Moskwa powiadaią. Tegoby życzyli,
żeby K[ról] J[egomość] p[an] M[iłościwy] przez swoie Posły albo Posłaniki
zniósł się o te diferentie, a po prostu mówią, że im umrzeć o to, ieśliby
p[re]tensiy swoich odstąpili. Jeśli też Je[g]o K[rólewska] M[ość] roskaże
własności Państwa swe[g]o oddać dla ich zdrady y szalbierstwa w pacta
wrzucone[g]o, na tem pewnie złości ich nie przestać. Doczytałem się te[g]o
w kopiey pact od w[ielce] m[nie] m[iłeg]o M[ości] Pana posłaney, że y od
Staroduba wielką część mianowicie Mhlin y Droków, zdradeckie na swą stronę
w pacta wpisali słowa iedneo o tem przy zastanowienia pokoiu, nie mówiwszy a
te obie miasteczka y kopce, dalekie są od ich granice, ale między gruntami
starodebskimi leżą. Mhlin na Polanówce przy zastanowieniu pokoiu oddał
Je[g]o K[rólewska] M[ość] s piącią set istt Je[g]o m[ości] P[anu]
Czesznikowi Lit[ewskiemu][9]
prawem lennym, a Droków tenżum Je[g]o m[ość] P[an] Cześnik y teraz do
Staroduba trzyma, a oni to sobie w pacta wpisali ale ieszcze się nie upominaią,
poglądaiąc podobno na naszą z sobą rozprawę ieśli im od Newla, iawny
podstpek ich uydzie pewnie się za Starodub imą, a ieśli to wszystko, uchoway
Boże, na R[zeczy]p[ospoli]tey wyszydzą, o czem słowa żadne[g]o przj
zastanowieniu pokoiu nie mówiono ale zdradeckie w pacta wrzucono, będą mieli
wieczną urągania nam przyczyną, a boday bym był falsus
Vates to samo wsadzi ich na nas, bo ten hardy, złośliwy [39] y przewrotny Naród będzie rozumiał, że im z boiaźni
R[zecz]p[ospo]l[i]ta własność swoią postąpiła. Czy mogłaż być wymyślnieysza
zdrada, iako to, iż co iawnie, wyraźnie, z długiey namowy, w pactach na stronę
naszą postąpili y kilkakroć pomienili, toż zdradeckie, taiemnie, niezbożnie,
y niesprawiedliwie swoim okrzciwszy, przeciwko tymże pactom, na swoię stronę
włączyli, y te[g]o dochodzą przytym fałszem, iako szczyrey prawdy, co im
nigdy nie należy. Mówią drudzy, ale bardzo nie opatrznie, żeby im to postąpić,
rz[e]komo to dla utwierdzenia pokoiu. Czy myśliliż iż zdraycy z przyrodzenia,
zdraycy z wieczne[g]o zwyczaiu swe[g]o, o dotrzymaniu pokoiu, kiedy stanowiąc
wieczny pokóy, takie zdrady, y podstępki knowali. Naczytałem się ia te[g]o w
Metryce ich własney, od w[ielce] m[nie] m[ił]e[g]o M[ości] Pana pożyczoney,
że to ich wieczny obyczay, co raz więcey oyczyźnie naszey urywać, żadnych y
na krótszych pact nie widzę żeby w których takiegoż zdradliwe[g]o sposobu
nie zażyli y naszych kilku włości swemi w pactach nie nazwali naszy też
przedtem szczodrze im postępowali rz[e]komo to dla pokoiu, a był że pokóy za
tem? Y owszem gęstsze woyny. To samo że im własności R[zeczy]p[ospo]l[i]tey,
nieopatrznie postępowano, podawało tym zdraycom, oyczyznę naszą in
ludibeium. Co raz z więtszym urąganiem y iawnym szyderstwem Posły nasze,
którzj pokoy stanowili odprawowano, a Moskwa się tem bardziey w łakomstwo się
zaprawowała, co raz głębiey w oyczyznę naszą postępowała, Zamki, Miasta,
włości zabierała, woynę kiedy chciała podnosiła, a pokoy y przysięgi
swoie, iako paięczynę targała y tak trzyma. To tedy uważaiąc a nie śmieiąc,
mimo respons senatu Posłowi ich dany,
własności R[zeczy]p[ospoli]tey ustępować concipowałem act comissiey naszey
sposobem dekretu z namowy naszej spólney, na który ieśliby Je[g]o k[rólewska]
M[ość] zezwolić y do pogranicznych zamków Moskiewskich rozesłać, nam s
kommieczowym[?], rozkazać raczył mamy nadzieię w Panu Bogu, żeby [39v] ci franci byli ciższy, iawny fałsz swóy, iak na dłoni
obaczywszy, y stałość naszą. A publicatia te[g]o dekretu nasze[g]o,
namnieyby pokoiowi nie zaszkodziła, bo interim mógłby Je[g]o K[rólewska] M[ość]
według pact obsyłać się z Moskwą, y te diferentie, przez P[any] senatory y
posły componować. Po łasce Bożey żadna rzecz bardziey, iako resolutia w tem
JeoKrM y Rptey, nie mogła by uporu ich zwątlić, pewnieby do niesprawiedliwey
woyny nie zbudzili się dla równych rzeczy. Jeśli też Je[g]o K[rólewska] m[ość]
nie pozwoli nam te[g]o dekretu publicować, przynamniey na to się zeydzie, że
się ci informatią, którzy z rozkazania Je[g]o Kr[ólewskiej] M[ości] te
comisią kończyć będą[...].?
Naiaśnieyszego
[...] Władysława czwartego [...] My Panowie Rada [...]. Czynim wiadomo tym
naszym listem iż co [...] Cara [...] wielcy Posłowie [81] będąc u Iego Królewskiego
Wieliczestwa Boiarzyn y Namiestnik Suzdalski kniaź Alexiey Michayłowicz Lwow
Jarosławski y Dumny Dworzanin Hrehory Hawryłowicz Puszkin Namiestnik Alatarski
y Diak Michał Dmitriew syn Wołoszeninow mówili nam strony Jana Dmitrewnego
syna który żył w Brześciu, który iakoby miał mianować się Dymitrem
Rostryczy synem Carewiczem Państwa Moskiewskiego, a chcąc My iego niewinność
pokazać obicaciem [?] to wielkim Posłom Jego Carskie[g]o Wieliczestwa tego
pomienionego Jana Faustyna Syna Dmitra Łuby który żył w Brześciu w
Monastyrze Jezuickim z Posłami wielkimi Jego Królewskiego Wieliczestwa z
Wielmożnym Gabryelem na Nieswiczu Stempkowskim kasztelanem Bracławskim starostą
włodzimirskim y Urodzonym Samuelem kniaziem Druckim Sokolińskim Podkomorzym
smoleńskim przysłać do Jego Carskiego Wieliczestwa do Moskwy, a ieśłiby
tego Faustyna Łuby przez tych Carskiego Wieliczestwa nieposzlony, na ten czas
te teraźnieysze wieczne postanowienie y granicznego actu skączenie y zamiana
miast dotrzymana y mocna bydź nie ma. Na co dla lepszey wiary daliśmy Wielkim
Posłom Jego Carskiego Wieliczestwa ten nasz list z pieczęćmi y z podpisami rąk
naszych. Działo się to Warszawu dnia dwudziestego ósmego msca septembra Roku[...]
Tysiąc szecseth czterdziestego czwartego
Andrzey Szołdrski biskup poznański
Jerzy z Tęczyna Ossoliński Kanclerz Wielki Kor[onny]
Jakub Sobieski wojewoda ziem ruskich
Adam na Czesznikach kazanowski M[ar]szałek Nadw[orny Koronny]
Tomasz Sapieha w[ojewo]da nowogrodski
Franciszek Iżykowski ref[erendarz] y pis[isarz] W[ielkiego] X[ięstwa]
L[itewskiego]
Mikołay Abramowicz na Wornianach woj[ewoda] Mścisław[ski]
Jan Kunowski sekretarz y dworzanin J[ego] K[róelwskiej] M[ości]?
Biblioteka Ordynacji Zamoyskiej:
rękopis 855, k. 451v i 458v
rękopis 945, s. 84
Biblioteka Czartoryskich:
rękopis 140,
s. 387.
rękopis 2102,
s. 33 (k. 17)
rękopis 2103,
s. 20, 61.
rękopis 375,
k. 1095v.
rękopis 378,
s. 214-219.
Biblioteka Jagiellońska rękopis 49, k. 66 (s. 135)
Biblioteka Ossolińskich rękopis k. 229
Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego rękopis 53, s.
88.
Adam Darowski, Szkice historyczne. Seria III,
Petersburg 1897
Władysław Godziszewski, Polska a Moskwa za Władysława
IV, Kraków 1930, „Rozprawy i sprawozdania z posiedzeń wydziału
historyczno – filozoficznego AU” t. 67 nr 6
Histoire des traités de paix et autres Négociations
du XVIIe siecle á Amsterdam 1725 tom II, k. 533-4.
Adam Kersten, Hieronim Radziejowski. Studium władzy
i opozycji, Warszawa 1988, s. 86 – 7
Aleksander Kraushar, Samozwaniec Jan Faustyn Łuba,
Warszawa 1892
Kajetan
Kwiatkowski, Dzieje narodu polskiego za Władysława IV, Warszawa 1823, s. 290
przypis w, powołuje się na: Grzegorz Kniażewicz, Przypisy, w: Jacques Lacombe, Historia odmian zaszłych w państwie rossyiskim...,
Warszawa 1766, przypis IX, k. 148 – 149.
Edward Kotłubaj, Odsiecz Smoleńska i Pokój
Polanowski, w: „Czas. Dodatek miesięczny”, R.3, tom XI, zeszyt 34
październik, Kraków 1858, s. 144
Bernard Ostrowski, Pospolite ruszenie szlachty smoleńskiej
w XVII wieku, w: „Acta Baltico-Slavica”. t. XIII (1980)
Pamiętniki historyczne do wyjaśnienia spraw publicznych XVII wieku,
Wilno 1859
Albrycht Stanisław Radziwiłł, Pamiętnik o
dziejach w Polsce, Warszawa 1980, tom 2,
Axel Sparre, Poselstwo do Polski, w: „Czas.
Dodatek miesięczny” r. II, t. VII, z. 20 sierpień, Kraków 1857
Adam Kersten, Hieronim Radziejowski. Studium władzy
i opozycji, Warszawa 1988, s. 86 - 7
Traktaty pokojowe pomiędzy Rzeczpospolitą a Rosją
w XVII wieku, Kryspinów 2002
Stanisław Żurkowski, Żywot Tomasza Zamojskiego, Lwów
1860, s. 332
[1] J. Natanson – Leski, Dzieje granicy wschodniej Rzeczypospolitej, w: „Rozprawy Historyczne Towarzystwa Naukowego Warszawskiego” t. 1 z. 3 Lwów Warszawa 1922, s. 68.
[2] Andrzej, skarbnik połocki
[3] Aleksander
[4] Michał Romanow
[5] Aleksander
[6] chodzi o samozwańców, rzekomo ocalałych synów Iwana Groźnego
[7] Wasyl Szujski, jedyny car w polskiej niewoli
[8] Władysław IV Waza
[9] Mikołaj Abramowicz
(c) copyright tekstów by Marcin Gosiewski na podstawie umowy z autorem.