Na tej stronie znajdziecie opisy moich tras rowerowych. Jest
to jedno z moich licznych hobby.
To sie bedzie rozrastac bardzo powoli bo jazda na rowerze to
fajna rozrywka, natomiast opisywanie tras jest już znacznie
nudniejsze.
Bylismy ostatnio w kilka osób w Szczyrku, oczywiscie wzielismy rowerki. Teraz tam jest powyznaczanych kilka tras rowerowych.
Dzielnie sie wzielismy do roboty. Pierwszego dnia - asfaltem az na przelecz Salmopolska - super trasa, caly czas lagodny podjazd, po godzinie / póltorej dojezdza sie do Bialego Krzyza i ... zawracamy. To jest dopiero zycie. Na prostych osiagalem 65km/h, na zakretach troche mniej. Od Soliska zwolnilismy i bez ani jednego przekrecenia pedalami przez 5 kilometrów do baru na piwko z predkoscia 20km/h. Wiaterek chlodzi, sloneczko grzeje - jest super. Maly przystanek na piwko i 200m do nastepnej knajpki. Po 2 godzinach jestesmy na kwaterze prowadzeni przez rowery.
Skoro pierwszego dnia tak ladnie poszlo - no to w góry. Bierzemy przewodnik po trasach rowerowych - wybieramy najlatwiejsza trase 'wokól Skalitego'. W przewodniku stoi: "Trasa ogólnie latwa z nieco trudniejszymi fragmentami. Idealna na poranna lub wieczorna przejazdzke. Czas samej spokojnej jazdy: 45min, czas calej wycieczki z robieniem zdjec, podziwianiem widoków: 1godz, 1 godz20 minut" Zaraz po póznym sniadanku wsiadamy na rowery. Przewodnik ostrzega, ze trasa zaczyna sie od nieco ostrzejszego 80-metrowego podjazdu, a potem jest lagodniej. Bierzemy rozped, przejezdzamy ze 30metrów i .... stajemy. Chwila odpoczynku i zaczynamy sie piac do góry mozolnie czekajac na skonczenie sie ostrego podjazdu. Po 80 metrach mordegi widzimy, ze droga jest rzeczywiscie nieco mniej stroma. Zsiadamy z rowerów. Ktos rzuca jakies przeklenstwo, generalnie wszyscy maja dosyc. Przed nami jeszcze 95% trasy. Przewodnik obiecuje, ze po 2 kilometrach podjazdu, tj. podejscia bedzie dalej z górki. Wszyscy oczekuja tego jak zbawienia. Pot sie leje, jedziemy. To znaczy idziemy.
Po 2 kilometrach rzeczywiscie zjazd. Witaja nas przecudne widoki na Doline Zywiecka z Jeziorem Zywieckim, Skrzyczne, przepiekne wawozy, jednym slowem slodko jak miód. Przez kilkaset metrów droga idzie sobie lekko w dól, dobre nastroje wracaja, slowem jest super. Potem krótki podjazd, który wszyscy biora z marszu i ... droga zaczyna isc pod ostrym katem w dól. Obnizanie siodelek i ostra jazda na hamulcach, podczas której przy predkosci 10 km/h zaczyna sie odruchowo zmawiac rózance. Wyrwane z gliny kamienie turlaja sie pod kolami, ogólnie nierówno (droga jest wykorzystywana do wlóczenia drzew z wyrebu) trudno utrzymac równowage. Przewodnik ostrzegal przed ostrym zakretem - widac go. Zatrzymujemy sie. Juz wiemy dlaczego ostrzegal. Dojezdzamy na dól - wszystkich rece bola od hamulców. No, jeszcze tylko kilometr ostrego podjazdu i dalej juz tylko z górki.
Rozpoczynamy podjazd. Juz nie jest tak zle. Bardziej bola rece od hamowania wiec w sumie podjazd schodzi bezpolesnie. Dojezdzamy do zakretu. W dól trzeba sie poruszac dnem potoku po ruchomych kamieniach. Ktos z nas nie wierzy, ze to tam trzeba jechac wiec czeka, czy kaskaderzy znajda znaki. Znajduja. Wiec naprawde to tam trzeba jechac. Na szczescie tylko ze 20-30 metrów bo potem pojawia sie droga i po chwili nawet wykladana plytami betonowymi. Dalej juz czysty relaks - zjezdzamy na dól do Szczyrku a stamtad do domku. Zmierzcha. Wieczorem przy piwku dyskutujemy jak wyglada trudna trasa rowerowa - wjazd na Skrzyczne.
WARSZAWA - KONSTANCIN - WARSZAWA
Trasa wzdluz brzegow rzeki Jeziorki po bezdrozach i dzikich
okolicach ktorych istnienia wiekszosc Warszawiakow sie nie
domysla.
Z Warszawy wyjazd z Lazienek. Od samych Lazienek (o
czym nie wszyscy wiedza) idzie, chyba jedyna w Warszawie droga
rowerowa. Biegnie ona wzdluz ulicy Sobieskiego. Praktycznie od
samego UNIWERSUSA az do samego Konstancina unikamy w ten sposob
kontaktu z piratami drogowymi (pirat drogowy to rowerzysta ktory
akurat prowadzi samochod i w ciagu 10 sekund od przekrecenia
kluczyka w stacyjce zapomina jak to ciezko przemykac sie na
dwusladzie przez Warszawe). Trasa wzdluz Sobieskiego jest dosyc
ladna - jest tu sporo przestrzeni wiec mija szybko i przyjemnie.
Na skrzyzowaniu z Wilanowska przejezdzamy przez mostek i jedziemy
asfaltowa droga po prawej majac rozlegle i puste przestrzenie pol
uprawnych (dosyc sporych jak na kilka kilometrow od Palacu
Kultury) Warto sie nimi nacieszyc bo juz za kilka lat wybuduja
tam na terenie 16 hektarow wielki kompleks biurowo-handlowy i
hipermarket znanej niemieckiej firmy). Po lewej stronie mamy
trase 'Gierkowska' a za nia na poczatku bloki, potem kompleks
palacowy w Wilanowie (mozna tam zajechac na chwile na
pierwszy postoj) Jezeli spojrzymy glebiej to zobaczymy poczte w
Wilanowie w dziwacznym budyneczku naprzeciw zajezdni w Wilanowie.
Radze zapamietac ten budynek gdyz... o tym pozniej. Po wyjechaniu
z Wilanowa widzimy potem szereg blizniakow pamietajacych czasy
Jaroszewicza. Po 2 kilometrach zabudowania warszawy koncza sie
dosc niespodziewanie i tak dojezdzamy az do Powsina. W
powsinie niestety konczy sie asfaltowy raj obok dwupasmowki i
musimy wjechac na ruchliwa droge ktora w dodatku po kilkuset
metrach zmienia sie w ruchliwa i waska droge. To jest
najniebezpieczniejszy odcinek calej trasy i radze uwazac gdyz w
miejscu gdzie droga z dwupasmowki staje sie jednopasmowka poleglo
za mojej pamieci juz conajmniej kilka osob a rozwalonych
samochodow bylo kilkadziesiat. Na szczescie juz po kilkuset
metrach w Klarysewie mozemy wjechac bezpiecznie na
chodnik, ktory znowu staje sie droga dla rowerow (po lewej
stronie) Ok. 100 m za tablica z napisem "Konstancin
Jeziorna" (ktora zlosliwi czasami za pomoca niewielkich
retuszy zmieniaja na "STAN JEZIORNA") po lewej stronie
widzimy niewielki budynek prawie identyczny z budynkiem poczty w
Wilanowie. Zbieznosc nieprzypadkowa. Otoz sa to dwa przystanki
kolejki waskotorowej ktora jeszcze 25 lat temu kursowala po
okolicy. Jezeli ktos jest spostrzegawczy to jej obecnosc zauwazy
w wielu miejscach w Konstancinie. Jedziemy dalej prosto az 200m.
za przejazdem kolejowym odchodzi droga na Piaseczno. Skrecamy w
ta droge i jedziemy dokladnie do najblizszego przystanku (ok.
500m.) Naprzeciwko przystanku widzimy maly opuszczony budyneczek
stojacy niewiadomo dlaczego przy szosie (przy przystanku). Jak
sie pewnie nie domyslacie byla tu mijanka kolejki waskotorowej,
mala stacja i... rozjazd. Spojrzcie na przystanek: nazywa sie on Rozjazd
Oborski (za 20 lat nikt nie bedzie pamietal dlaczego taka
dziwna nazwa).
Przy tym budyneczku zaraz za terenem biurowców Energetyki
skrecamy w lewo w mala drozke (oznaczona jako bez przejazdu,
ale jest oznaczony pieszy szlak turystyczny) i jedziemy prosto.
Wjezdzamy na wal ktorym kiedys biegly tory kolejki i widzimy po
obu stronach walu malownicze jeziorka, bagna i laki. To jest
niesamowite, ze takie miejsce jest kilka kilometrow od Warszawy.
Kiedy dojedziemy do mostku mozemy przejechac na druga strone i
zajechac do tezni Konstancinskich na drugi postoj. Jest tam duzy
park z wieloma sciezkami ktorymi mozna pokrazyc na rowerze, jest
kafejka i.... jest super. Jak juz odpoczniemy przejezdzamy
spowrotem przez mostek i skrecamy zaraz za nim w prawo (jadac w
kierunku Warszawy) na wal przeciwpowodziowy rzeki Jeziorki. I tu
zaczyna sie niesamowita wyprawa przez bardzo zroznicowane i
malownicze krajobrazy. Na poczatku jedziemy do Jeziornej przez
bagna i laki. Przekraczamy droge i jedziemy do Mirkowa (od tej
chwili caly czas walem przeciwpowodziowym) Po lewej stronie mamy
bardzo zapuszczone i stare wioski. W Mirkowie niedaleko
fabryki papieru jest znowu most. Mozemy albo zostac po lewej
stronie rzeki albo przejezdzamy przez most na druga strone i
dalej jedziemy caly czas walem przeciwpowodziowym ale po prawej
stronie rzeki. Obie drogi sa w zasadzie rownowazne ale proponuje
jazde po lewej stronie. Chwilami droga na wale jest ciezka, wtedy
mozna zjechac na sciezke, ktora wije sie dolem. Trzeba pamietac,
ze liczac od Mirkowa nastepny most jest dopiero za jakies 7
kilometrow przy samym ujsciu rzeki Jeziorki do Wisly. Trzymajac
sie mniej wiecej rzeki nie mamy szans na zgubienie sie wiec
zapominamy o samochodach, domach, blokach i ogolnie rzecz biorac
ludziach oddajac sie rozmyslaniom. Po lewej stronie z wysokosci
walu przy dobrej pogodzie widac z odleglosci okolo 20 kilometrow
Palac Kultury i Nauki Imienia Józefa Stalina i inne warszawskie
wiezowce. Dopiero z takiej odleglosci mozemy ocenic ich
rzeczywista wielkosc i proporcje. Tak dojezdzamy do miejsca gdzie
rzeka Jeziorka wpada do Wisly, jest to o ile pamietam wioska
Bielawa.
Jak dojedziemy do Wisly to mamy dwie mozliwosci. Jezeli
jestesmy zmeczeni to jedziemy dalej droga asfaltowa (ktora
przechodzi przez most) kierujac sie w strone Warszawy (czasem
trzeba pytac okolicznych tubylcow jak jechac) jadac ta asfaltowa
droga dojedziemy do Powsina. Ja jednak proponuje jechac dalej
walem przeciwpowodziowym tym razem Wisly. Jadac nad sama rzeka
mamy szanse niejako ominac Warszawe wyjezdzajac na ruchliwsze
ulice dopiero na Bartyckiej skad... trafiamy z powrotem do
Lazienek. Z centrum
Warszawy do centrum Warszawy po wsiach i bezdrozach.
Niezle, nie? A jednak mozliwe. Nie wiadomo tylko ile zostalo nam
lat istnienia tej drogi.
Komentarz nadeslal Marcin Piotrowski, BPT Telbank s.a. <piotrowskim@telbank.pl>
Jesli chodzi o trase to troche sie zmienilo.
1. W "Rozjazdzie Oborskim" nie ma juz tego budynku.
2. Trasa wzdluz Jeziorki (po walach) jest momentami mocno
"upierdliwa".
Wysokie krzaki + pokrzywy, trawa do 1/3 kola (normalnego nie
rowerka
typu bobo :). Droga biegnaca wzdluz walu jest wysypana jakims
pylem i
miejscami zdrowo sie kurzy.
3. Dobrym pomyslem moze byc zaliczenie trasy "od
konca". Czyli najpierw
waly wzdluz Wisly a potem do Konstancina Jeziornej. Trasa po
walach
jest trudniejsza i dluzsza.
Odpowiedz: Istotnie budyneczek zniknal w sierpniu 97. W ten
sposob zniknal chyba ostatni slad po dawnej kolejce. Droga na
walach rzeki jeziorki zarasta tylko okresowo bo ja nia jechalem
wielokrotnie latem i bylo okay. Trasa zreszta stala sie bardziej
uczeszczana po ostatniej powodzi. Na drózke wzdluz walu
rzeczywiscie lepiej nie zjezdzac bo albo sie bedzie umazanym w
czarnej mazi albo upylony w czarnym pyle.
![]()